____________________________________________________
Siedziałam w swoim pokoju i grałam w Diablo III gdy wszedł Kris. Miał nieszczególnie szczęśliwą minę. Usiadł obok mnie na łóżku i czekał aż zastopuję.
- Co się stało?
Chłopak lekko się uśmiechnął i skrzyżował ręce na piersi.
- Może ty mi powiesz? Czekaj. Już wiem. Prawie zostałaś zawieszona, bo złamałaś nos jakiejś głupiej pindzie. Ciekawych rzeczy można się dowiedzieć od kucharek podczas przerwy obiadowej - zaczęłam wyłamywać palce - Już słyszałem całą historię. Jedynym problemem jest to, że nikt nie wie dlaczego Sydney oberwała i czym cię sprowokowała. Jej świta zniknęła razem z nią i nie pojawiła się już dzisiaj w szkole.
Nie chciałam nikomu wspominać o tym, co wydarzyło się wczoraj, ale Krystian był moim bratem. Byłam przy nim w chwili gdy myślał, że nie ma już dla niego ratunku. Teraz on stara się być dla mnie tak samo pomocny jak wtedy ja dla niego.
- Wczoraj po w-fie byłam świadkiem pewnego... zajścia. Stałam sobie spokojnie pod prysznicem gdy nagle do szatni weszły dwie osoby. Właściwie, to jedna została do niej wepchnięta. Usłyszałam jak brat Ashleya Harissona drze się do kogoś, cytując - "ty głupia szmato przez ciebie mój brat wywalił mnie z zespołu" i "jak mogłaś mu powiedzieć, że to ja zmusiłem cię do seksu". Kiedy Axel skończył i łaskawie opuścił szatnię wyszłam z kabiny. Na podłodze siedziała Sydney Moore i płakała.
Mój brat zmarszczył brwi i zaczął prostować i zginać palce.
- Gdzie w tym wszystkim twoje miejsce? Sydney zaszantażowała cię, byś nikomu nie mówiła o tym co usłyszałaś?
- Chciałabym. Jest... gorzej. Po szkole wieczorem wyszłam z domu i jak już wiesz poszłam do tego klubu by otrzymać miejsce Axla. Ashley okazał się... postacią z wysokim mniemaniem o sobie i najwidoczniej był przekonany o swojej wyższości nade mną.
Krystian głęboko westchnął i położył się zakrywając swoją twarz zielonym kocem.
-Z czym na niego naskoczyłaś?
- Pomachałam mu przed nosem jego osobistym dramatem. Poinformowałam go, że jest po złej stronie barykady, jego dziewczyna to suka i porzucił swojego bogu ducha winnego brata na rzecz harpii .
Koc stłumił jęk, który wydał z siebie brunet.
- Mimo to oni nadal chcą cię w swoim zespole.
- Czuję, że nie mają zbyt wielkiego wyboru. Poza tym resztę składu wprost oczarowałam.
Chłopak spojrzał na mnie jednym okiem z nad materiału zakrywającego jego twarz.
- Nie dziwię im się. Faceci kochają dziewczyny z charakterkiem - wymruczał.
Zapadła między nami cisza. Wiedziałam, że brat się o mnie martwił. Zawsze starał się mi pomóc.
- Masz zamiar na mnie pokrzyczeć? - spytałam zmieszana ze zwieszoną głową.
- Nie mam na to siły. Poza tym i tak to nic nie da - powiedział wzdychając.
Zerknęłam na niego.
- Przyniesiesz swojego lapka i pograsz ze mną?
Krystian parsknął śmiechem, pokiwał głową dając znak, że się zgadza na moją propozycję po czym podniósł się z mojego niepościelonego wyra i poszedł po laptopa.
***
Przeglądałam kartki, które wręczył mi rano Rico przed szkołą. Te utwory, które miały pojawić się na płycie miały narysowaną płytkę CD w prawym górnym rogu kartki.
Na płycie miało znaleźć się czternaście utworów, w tym dwa krótsze, zawierające tylko partie gitar i skrzypiec i dwanaście tych z wokalem. Trzy z nich już znałam z bitw kapel i występu danego przez DD podczas jednej z imprez szkolnych.
Bardziej skomplikowane partie były zaznaczone, a obok nich narysowano wykrzykniki. Czułam, że własnie w tych momentach Ashley będzie mnie uważnie słuchał. Nie czekając na nic podłączyłam Mori do wzmacniacza i zaczęła ćwiczyć.
Na płycie miało znaleźć się czternaście utworów, w tym dwa krótsze, zawierające tylko partie gitar i skrzypiec i dwanaście tych z wokalem. Trzy z nich już znałam z bitw kapel i występu danego przez DD podczas jednej z imprez szkolnych.
Bardziej skomplikowane partie były zaznaczone, a obok nich narysowano wykrzykniki. Czułam, że własnie w tych momentach Ashley będzie mnie uważnie słuchał. Nie czekając na nic podłączyłam Mori do wzmacniacza i zaczęła ćwiczyć.
***
Następnego dnia idąc szkolnym korytarzem w stronę stołówki czułam na sobie setki spojrzeń moich rówieśników. Docierały do mnie skrawki ich rozmów.
"Patrz, to ta co rozjebała nos Moore", "... szacun", "Tym razem Sydney podbiła do jej chłopaka?", "... należało się suce..."
Jake mocniej zacisnął swoją dłoń na mojej. Chciał w ten sposób dodać mi otuchy. Wiedziałam jednak, że był głodny sensacji i ciągnął mnie na stołówkę, bo powiedziałam, że nie będę się trzy razy powtarzać. Według Sylwii dzień bez greckiej sałatki był dniem straconym, więc byliśmy pewni, że tam ją znajdziemy, a tam gdzie była Sylwia, tam był też Jugen.
Po wejściu do kafeterii zostałam zgarnięta przez przyjaciół do stolika w najdalszym rogu pomieszczenia i obrzucona miliardem pytań. Nie byłam jednak w nastroju. Ich zaaferowanie moją osobą było wywołane egoistycznymi pobudkami. Sylwia jak zwykle rzuciła się na gorące ploteczki, Jake chciał się dowiedzieć czy przypadkiem furia Sydney nie była wywołana przez moje (prawdopodobnie przed nim ukryte) kontakty z Ashleyem, a Jugen lubił słuchać o wszystkim, co złego przytrafiło się landrynkom. Żaden z moich przyjaciół nie zatroszczył się o mnie. Zamiast pytań typu: " Jak się czujesz?" albo "Wszystko okej?", usłyszałam "Polało się dużo krwi?", "Co tym razem odwaliła ta gwiazdeczka?" i "Jak długo znasz Ashleya?"
Było mi smutno, czułam się skrępowana tym, że wszyscy na mnie patrzą i na wszystkie pytania przyjaciół odpowiadałam półsłówkami. W końcu, gdy uznałam ich zachowanie za zbyt nachalne kazałam im się zamknąć. Wszyscy spojrzeli po sobie zdziwieni. Idąc za moim przykładem zamilkli i zaczęli dłubać widelcami w swoich talerzach.
Znudzona nawijałam makaron oblany czerwonym sosem na widelec i zrzucałam go z niego. To wszystko było takie uciążliwe. Chciałam się już znaleźć nad jeziorem na ośrodku rodziców Jugena, z moim podróżnym akustykiem na kolanach. Grać stare, prawie zapomniane obozowe piosenki i szanty, które grałam na ogniskach siedząc ze swoimi starymi znajomymi. To były takie niewinne czasy. Wszystko wydawało się takie proste. Rodzice byli razem, a obaj bracia mieszkali z nami w domu jednorodzinnym na obrzeżach Wrocławia. Żyłam tak spokojnie zanim to się wydarzyło. Zanim mój ojciec wpadł w pracoholizm, zanim Krystian trafił do szpitala i zanim wyszedł na jaw romans mojej matki.
Podniosłam się z krzesła i złapałam tackę z niedojedzonym spaghetti. Chciałam stąd wyjść, założyć słuchawki na uszy, włączyć Pizza Pie SOAD'u i uwolnić się od wspomnień. Odniosłam talerz i szklankę z sokiem do kuchni po czym wymaszerowałam ze stołówki.
Po chwili dołączył do mnie Jake. Zaaferowany moim zachowaniem zaczął mnie wołać, ale ja nadal parłam do przodu przez kolorowy tłum uczniów. Miałam nadzieję, że go zgubię. Niestety mi się to nie udało. Brunet złapał mnie za nadgarstek i obrócił w swoją stronę, gdy zeszłam po schodach do piwnicy, w której znajdowały się szatnie i podziemne przejście na ogromną halę sportową należącą do szkoły.
- Co cię ugryzło dziewczyno?! - wykrzyknął wściekły chłopak.
- Ty się mnie pytasz co mnie ugryzło?! TY?! Pozwól, że ci wyjaśnię ciołku! Od trzech tygodni nie wyszliśmy nigdzie razem. Za każdym razem gdy chcę cię wyciągnąć gdzieś do kina albo na zwykły spacer wykręcasz się treningiem, obowiązkami w domu lub pieprzonym zmęczeniem. Wiesz co? Ja teraz też jest zmęczona! Zmęczona tobą i tą zasraną sytuacją z Sydney Moore, w którą, - przyznaję - sama idiotycznie się wpakowałam. Oczekiwałam po was jednak chociaż odrobiny wsparcia. Jebanego "Wszystko dobrze?"!
Prawie się zapowietrzyłam. Cała napięta stałam przed drzwiami do męskiej szatni, z której przed chwilką wyszedł ktoś zainteresowany krzykami. Jake zacisnął pięści i patrzył na mnie morderczym wzrokiem. Wiedziałam, że nasza kłótnia dopiero się zaczęła.
- Musisz zawsze to robić? Musisz zawsze z siebie robić ofiarę? Kurna! To nie moja wina, że nie mogłem się ostatni wyrwać z tobą na miasto! Poza tym, trafnie powiedziane - sytuacja, w którą się SAMA idiotycznie wpakowałaś nie może być powodem tego, że drzesz się na swoich przyjaciół! Może zaczniesz wyładowywać swoje nerwy na kimś innym niż na nas! - chłopak wziął głęboki oddech i zaczął kontynuować - Ostatnio ciągle znajdujesz jakieś problemy. Coraz częściej się kłócimy, więc nie dziw się, że wolę pograć z kumplami w kosza niż słuchać jak ty - jaśnie oświecona pani, wrzeszczysz na mnie cały czas! Boją się przy tobie już nawet oddychać, by przypadkiem ci się nie narazić.
Zacisnęłam zęby i poczułam jak gniew mnie powoli opuszcza. Zostawił po sobie tylko gorzki smak urazy.
- Dusisz się już przy mnie?
- Co ty wygadujesz? Ja po prostu...
Brunetowi przerwał dzwonek.
- Słuchaj... Mam teraz hiszpański w pionie A, więc muszę lecieć. Za godzinę mam w-f. Będę na ciebie czekał po nim w szatni. Ok? Porozmawiamy.
Poruszyłam głową zgadzając się na propozycję chłopaka cały czas patrząc się na swoje stopy.
Jake podszedł do mnie, pocałował w czubek głowy i odszedł pośpiesznie.
Znudzona nawijałam makaron oblany czerwonym sosem na widelec i zrzucałam go z niego. To wszystko było takie uciążliwe. Chciałam się już znaleźć nad jeziorem na ośrodku rodziców Jugena, z moim podróżnym akustykiem na kolanach. Grać stare, prawie zapomniane obozowe piosenki i szanty, które grałam na ogniskach siedząc ze swoimi starymi znajomymi. To były takie niewinne czasy. Wszystko wydawało się takie proste. Rodzice byli razem, a obaj bracia mieszkali z nami w domu jednorodzinnym na obrzeżach Wrocławia. Żyłam tak spokojnie zanim to się wydarzyło. Zanim mój ojciec wpadł w pracoholizm, zanim Krystian trafił do szpitala i zanim wyszedł na jaw romans mojej matki.
Podniosłam się z krzesła i złapałam tackę z niedojedzonym spaghetti. Chciałam stąd wyjść, założyć słuchawki na uszy, włączyć Pizza Pie SOAD'u i uwolnić się od wspomnień. Odniosłam talerz i szklankę z sokiem do kuchni po czym wymaszerowałam ze stołówki.
Po chwili dołączył do mnie Jake. Zaaferowany moim zachowaniem zaczął mnie wołać, ale ja nadal parłam do przodu przez kolorowy tłum uczniów. Miałam nadzieję, że go zgubię. Niestety mi się to nie udało. Brunet złapał mnie za nadgarstek i obrócił w swoją stronę, gdy zeszłam po schodach do piwnicy, w której znajdowały się szatnie i podziemne przejście na ogromną halę sportową należącą do szkoły.
- Co cię ugryzło dziewczyno?! - wykrzyknął wściekły chłopak.
- Ty się mnie pytasz co mnie ugryzło?! TY?! Pozwól, że ci wyjaśnię ciołku! Od trzech tygodni nie wyszliśmy nigdzie razem. Za każdym razem gdy chcę cię wyciągnąć gdzieś do kina albo na zwykły spacer wykręcasz się treningiem, obowiązkami w domu lub pieprzonym zmęczeniem. Wiesz co? Ja teraz też jest zmęczona! Zmęczona tobą i tą zasraną sytuacją z Sydney Moore, w którą, - przyznaję - sama idiotycznie się wpakowałam. Oczekiwałam po was jednak chociaż odrobiny wsparcia. Jebanego "Wszystko dobrze?"!
Prawie się zapowietrzyłam. Cała napięta stałam przed drzwiami do męskiej szatni, z której przed chwilką wyszedł ktoś zainteresowany krzykami. Jake zacisnął pięści i patrzył na mnie morderczym wzrokiem. Wiedziałam, że nasza kłótnia dopiero się zaczęła.
- Musisz zawsze to robić? Musisz zawsze z siebie robić ofiarę? Kurna! To nie moja wina, że nie mogłem się ostatni wyrwać z tobą na miasto! Poza tym, trafnie powiedziane - sytuacja, w którą się SAMA idiotycznie wpakowałaś nie może być powodem tego, że drzesz się na swoich przyjaciół! Może zaczniesz wyładowywać swoje nerwy na kimś innym niż na nas! - chłopak wziął głęboki oddech i zaczął kontynuować - Ostatnio ciągle znajdujesz jakieś problemy. Coraz częściej się kłócimy, więc nie dziw się, że wolę pograć z kumplami w kosza niż słuchać jak ty - jaśnie oświecona pani, wrzeszczysz na mnie cały czas! Boją się przy tobie już nawet oddychać, by przypadkiem ci się nie narazić.
Zacisnęłam zęby i poczułam jak gniew mnie powoli opuszcza. Zostawił po sobie tylko gorzki smak urazy.
- Dusisz się już przy mnie?
- Co ty wygadujesz? Ja po prostu...
Brunetowi przerwał dzwonek.
- Słuchaj... Mam teraz hiszpański w pionie A, więc muszę lecieć. Za godzinę mam w-f. Będę na ciebie czekał po nim w szatni. Ok? Porozmawiamy.
Poruszyłam głową zgadzając się na propozycję chłopaka cały czas patrząc się na swoje stopy.
Jake podszedł do mnie, pocałował w czubek głowy i odszedł pośpiesznie.