_______________________________________________
Poszłam z Jugenem i Krisem do piekarni na rogu, gdzie w drodze do domu kupujemy z bratem kokosanki (najlepsze ciasia na świecie <3 dop. aut.). Poprosiliśmy o sześć babeczek czekoladowych i o 3 duże gorące czekolady na wynos.
Całą naszą drogę w stronę szkoły Kris rozpływał się nad moim talentem i niesamowitą szansą na karierę. Nie chciałam im mówić o tym, że z powodu mojej niewyparzonej gęby miejsce gitarzysty prowadzącego nie jest wcale takie pewne. Co z tego, że umiem grać jeśli nie potrafię zostawić swojego zdania samej sobie.
Wróciłam z Jugenem na drugą lekcję. Sara (dziewczyna, z którą mam hiszpański) powiedziała, że pan Samuel nie sprawdzał już nawet dzisiaj obecności, dlatego nie muszę się martwić moją nieobecnością.
- Widzę, że się nudzisz Justine. Zanieś te trzy map do składzika pani Vinsar. Jest tam skrzyni z innymi.
Wstałam niechętnie z miejsca, złapałam trzy związane tuby i wyszłam z sali. Ruszyłam w stronę drugiego pionu.
Otworzyłam drzwi do małego pomieszczenia zawalonego takimi przedmiotami jak modele ludzkiego ciała i usłyszałam za sobą pospieszne kroki. Po chwili poczułam dłonie na swoich ramionach, a ich właściciel wepchnął mnie do zapchanego pokoju.
Odwróciłam się i ujrzałam przed sobą Sydney Moore i jej dwie najbliższe przyjaciółki (tak samo plastikowe jak ona). Blondynka patrzyła na mnie z góry żując głośno gumę.
- Zanim wyjebię ci te śliczne ząbki może mi powiesz, czemu wpychasz się z butami w nieswoje życie.
Zmrużyłam oczy i prychnęłam rozbawiona.
- A więc rozmawiałaś z Ashley'em o swoich dziwkarskich postępkach.
- Tak i udało mi się pięknie wyłgać! Jeśli chcesz pozostać w zespole mojego chłopaka, musisz liczyć się z tym, że jeśli będziesz oczerniać jego dziewczynę nie zagrzejesz miejsca w bandzie.
- Szantażyk? Nie ze mną te numery landrynko. Jeśli wyda się, jak wielką kurwą jesteś raczej wiele nie będziesz miała do powiedzenia w kwestii mojego miejsca w zespole.
Sydney pochyliła się nade mną i wyszczerzyła zęby w pogardliwym uśmieszku.
- Piśnij słówko, a zamienię twoje życie w piekło.
Drugi raz w tym tygodniu coś we mnie pękło.
Odepchnęłam od siebie dziewczynę i zamachnęłam się ręką pamiętając, by trzymać kciuk na zewnątrz.
Usłyszałam jak coś chrupnęło w twarzy blondynki. Ta złapała się za nos, a pomiędzy jej palcami popłynęła krew.
Odepchnęłam ją od siebie i wybiegłam między rozhisteryzowanymi klonami na korytarz.
x o x o x
Siedziałam na niewygodnym krześle w gabinecie dyrektora i patrzyłam na swoje dłonie. Dwie godziny po zajściu w składziku, Pani Elizabeth Moore zatelefonowała do szkoły. Chwilę temu odebrała swoją córkę z pogotowia. Dziewczyna miała złamany nos i zarzekała się, że zrobiła jej to uczennica dziewiątej klasy Justine Zawacka. Wystarczyło 15 minut bym znalazła się na dywaniku u dyrektora czekając na tatę.
Do gabinetu weszła wysoka blondynka w szarym kostiumie i z aktówką w ręce. Mama Sydney. Kobieta zmierzyła mnie wzrokiem i odezwała się do dyrektora.
- Moja córka jest zwolniona z uczestniczenia w zajęcia przez ostatnie dni.
Pan Stewens - dyrektor naszej wspaniałej szkoły - zmarszczył swoje krzaczaste brwi.
- To jest zrozumiałe. Proszę tylko, by pani dostarczyła zwolnienie od lekarza. Co do ciebie Justine, to nie wiem co mam zrobić. Nigdy nie sprawiałaś większych problemów wychowawczych. Zostały tylko cztery dni szkoły, więc wymyślanie dla ciebie jakiejś kary, jest bezsensowne. Powiedz, proszę. Dlaczego uderzyłaś koleżankę? Co się stało?
- No więc... - spojrzałam niechętnie na panią Moore - Pan Stawick wysłał mnie bym zaniosła mapy do składziku, więc poszłam. Gdy otworzyłam drzwi, ktoś mnie wepchnął do środka i zamknął za sobą drzwi. Okazało się, że to Sydney, razem ze swoimi dwoma przyjaciółkami, Samantha i Margareth Caldwell. Sydney... Ona mi groziła. Ja...
- Co za bezczelna dziewczyna. Nie dość, że pobiła moją córeczkę, to jeszcze ją oczernia!
- No dobrze... - oblizałam nerwowo wargi i popatrzyłam na swoje ręce - Nie mogę udowodnić tego, że Sydney mi groziła, ale mogę udowodnić, że wepchnęła mnie do składziku i osaczyła razem z tymi swoimi przyjaciółeczkami. Na korytarzu są przecież kamery...
- Przepraszam za spóźnienie, ale nie mogłem wyrwać się z pracy. Co się stało?
Gdy tata wszedł do pokoju zamilkłam. Było mi potwornie wstyd. Nie chciałam sprawiać mu problemów. I co? Został wezwany do dyrektora, bo jego córka złamała nos jakiejś dziewczynie!
- Pana Justine pobiła moją mało Sydney! Jak pan wychowuje swoje dzieci! Jak można być tak nieodpowiedzialnym rodzicem? JAK? To jest po prostu niemożliwe...
Tata zmarszczył czoło, a jego twarz przybrała wyraz zimnej nienawiści. Temperament odziedziczyłam po nim.
- Kochanie, co się stało? - przerwał bezsensowny wywód matki Sydney.
Zwiesiłam głowę i zaczęłam wyłamywać palce.
- Sydney groziła, że zniszczy moje życie w tej szkole, jeśli rozpowiem, że... to jest teraz nie ważne...
-... jest ważne. Rozpowiesz co?
Zagryzłam wargi i pokręciłam głową.
- Nie mogę powiedzieć. Ważne jest to, że osaczyła mnie ze swoimi przyjaciółkami w składziku. Widać to na sto procent na filmie z kamer. Uderzyłam ją, to prawda. Ale mnie sprowokowała! Ja...
- Nie jest ważne to czy cię sprowokowała. Nie miałaś prawa jej tknąć, zwłaszcza, że ona nie zrobiła ci żadnej krzywdy. - pan Stewens zacisnął zęby i skrzyżował ręce na piersi - Jestem w kropce. Kompletnie nie wiem, co z tobą zrobić.
Ojciec stanął nad krzesłem, na którym siedziałam i położył mi dłonie na ramionach.
- Justine na pewno zachowa się dojrzale i przeprosi córkę pani Moore. Jeśli chodzi o karę, to ja coś wymyślę - nacisk jego dłoni zwiększył się nieznacznie - Co do rekompensaty, proszę to jest wizytówka do mojego ubezpieczyciela - podał jej mały ciemnoniebieski kartonik - Wątpię byśmy powinni robić coś więcej. Jestem pewien, że Justine więcej nie sprawi problemu, prawda?
Pokiwałam twierdząco głową. Wolałam się nie odzywać. Mogłam powiedzieć niechcący coś niemiłego, a tego przecież nie chcieliśmy.
- Dobrze, chyba ma pan rację. Może pan już zabrać Justine do domu. Co do pani córki, pani Moore. Tak jak już mówiłam, niech pani przyniesie zwolnienie od lekarza.
- Dobrze... Do widzenia.
- Do widzenia.
Tata złapał moją torbę i wyszedł z gabinetu. Zrezygnowana ruszyłam za nim.
Do gabinetu weszła wysoka blondynka w szarym kostiumie i z aktówką w ręce. Mama Sydney. Kobieta zmierzyła mnie wzrokiem i odezwała się do dyrektora.
- Moja córka jest zwolniona z uczestniczenia w zajęcia przez ostatnie dni.
Pan Stewens - dyrektor naszej wspaniałej szkoły - zmarszczył swoje krzaczaste brwi.
- To jest zrozumiałe. Proszę tylko, by pani dostarczyła zwolnienie od lekarza. Co do ciebie Justine, to nie wiem co mam zrobić. Nigdy nie sprawiałaś większych problemów wychowawczych. Zostały tylko cztery dni szkoły, więc wymyślanie dla ciebie jakiejś kary, jest bezsensowne. Powiedz, proszę. Dlaczego uderzyłaś koleżankę? Co się stało?
- No więc... - spojrzałam niechętnie na panią Moore - Pan Stawick wysłał mnie bym zaniosła mapy do składziku, więc poszłam. Gdy otworzyłam drzwi, ktoś mnie wepchnął do środka i zamknął za sobą drzwi. Okazało się, że to Sydney, razem ze swoimi dwoma przyjaciółkami, Samantha i Margareth Caldwell. Sydney... Ona mi groziła. Ja...
- Co za bezczelna dziewczyna. Nie dość, że pobiła moją córeczkę, to jeszcze ją oczernia!
- No dobrze... - oblizałam nerwowo wargi i popatrzyłam na swoje ręce - Nie mogę udowodnić tego, że Sydney mi groziła, ale mogę udowodnić, że wepchnęła mnie do składziku i osaczyła razem z tymi swoimi przyjaciółeczkami. Na korytarzu są przecież kamery...
- Przepraszam za spóźnienie, ale nie mogłem wyrwać się z pracy. Co się stało?
Gdy tata wszedł do pokoju zamilkłam. Było mi potwornie wstyd. Nie chciałam sprawiać mu problemów. I co? Został wezwany do dyrektora, bo jego córka złamała nos jakiejś dziewczynie!
- Pana Justine pobiła moją mało Sydney! Jak pan wychowuje swoje dzieci! Jak można być tak nieodpowiedzialnym rodzicem? JAK? To jest po prostu niemożliwe...
Tata zmarszczył czoło, a jego twarz przybrała wyraz zimnej nienawiści. Temperament odziedziczyłam po nim.
- Kochanie, co się stało? - przerwał bezsensowny wywód matki Sydney.
Zwiesiłam głowę i zaczęłam wyłamywać palce.
- Sydney groziła, że zniszczy moje życie w tej szkole, jeśli rozpowiem, że... to jest teraz nie ważne...
-... jest ważne. Rozpowiesz co?
Zagryzłam wargi i pokręciłam głową.
- Nie mogę powiedzieć. Ważne jest to, że osaczyła mnie ze swoimi przyjaciółkami w składziku. Widać to na sto procent na filmie z kamer. Uderzyłam ją, to prawda. Ale mnie sprowokowała! Ja...
- Nie jest ważne to czy cię sprowokowała. Nie miałaś prawa jej tknąć, zwłaszcza, że ona nie zrobiła ci żadnej krzywdy. - pan Stewens zacisnął zęby i skrzyżował ręce na piersi - Jestem w kropce. Kompletnie nie wiem, co z tobą zrobić.
Ojciec stanął nad krzesłem, na którym siedziałam i położył mi dłonie na ramionach.
- Justine na pewno zachowa się dojrzale i przeprosi córkę pani Moore. Jeśli chodzi o karę, to ja coś wymyślę - nacisk jego dłoni zwiększył się nieznacznie - Co do rekompensaty, proszę to jest wizytówka do mojego ubezpieczyciela - podał jej mały ciemnoniebieski kartonik - Wątpię byśmy powinni robić coś więcej. Jestem pewien, że Justine więcej nie sprawi problemu, prawda?
Pokiwałam twierdząco głową. Wolałam się nie odzywać. Mogłam powiedzieć niechcący coś niemiłego, a tego przecież nie chcieliśmy.
- Dobrze, chyba ma pan rację. Może pan już zabrać Justine do domu. Co do pani córki, pani Moore. Tak jak już mówiłam, niech pani przyniesie zwolnienie od lekarza.
- Dobrze... Do widzenia.
- Do widzenia.
Tata złapał moją torbę i wyszedł z gabinetu. Zrezygnowana ruszyłam za nim.
x o x
Przez całą drogę w aucie, tata nie odzywał się do mnie. Gdy wychodziliśmy z gabinetu dyrektora powiedziała, cytując "pogadamy w domu". Martwiłam się. Nie chciałam, by stracił do mnie zaufanie.
Tata bez słowa zaparkował przed domem, wyszedł, włączył alarm i wszedł do domu nie zamykając za sobą drzwi. Poszłam za nim. Zastałam go w kuchni z piwem w ręce. Usiadł przy stole i wskazał miejsce naprzeciwko siebie.
- Nie wiem od czego zacząć. Dobra... Jeśli Sydney jest taka jak jej matka, to nie dziwię się, że dostała od ciebie w pysk, - uśmiechnęłam się lekko na tą uwagę - ale powiedz mi jedną rzecz. Czego masz, nie rozpowiadać?
- To jest rzecz, którą usłyszałam przez przypadek i w sumie w ogólnie mnie nie dotyczy. Sydney zrobiła coś... niefajnego za plecami swojego chłopaka. No i tak się składa, że ten jej chłopak ma zespół. No i ja byłam wczoraj na takim... przesłuchaniu, bo chciałam dostać się na wolne miejsce gitarzysty prowadzącego w jego zespole. Tak na marginesie to DOSTAŁAM SIĘ! No i powiedziałam jej chłopakowi to niefajne coś. I ona mi teraz grozi.
- Gratuluję miejsca w zespole! Wracając do tematu... rozumiem. Chyba. Nie ukarzę cię. Nie zrobiłaś wcześniej nic takiego. Myślę, że nienawiść tej dziewczyny będzie... dostateczną nauczką. Myślisz, że ona mogłaby coś zrobić, np... mścić się?
Westchnęłam ciężko.
- Jestem pewna, że mam przesrane.
Tata zmarszczył czoło.
- Na szczęście zaraz wakacje. No... to chyba na tyle. Jesteś wolna.
Uśmiechnęłam się szeroko i wstałam, by przytulić go mocno.