środa, 21 sierpnia 2013

RockStar IV

Rozdział 4. Zapraszam do czytania i komentowania :)
_______________________________________________
   Poszłam z Jugenem i Krisem do piekarni na rogu, gdzie w drodze do domu kupujemy z bratem kokosanki (najlepsze ciasia na świecie <3 dop. aut.). Poprosiliśmy o sześć babeczek czekoladowych i o 3 duże gorące czekolady na wynos.
   Całą naszą drogę w stronę szkoły Kris rozpływał się nad moim talentem i niesamowitą szansą na karierę. Nie chciałam im mówić o tym, że z powodu mojej niewyparzonej gęby miejsce gitarzysty prowadzącego nie jest wcale takie pewne. Co z tego, że umiem grać jeśli nie potrafię zostawić swojego zdania samej sobie.
  Wróciłam z Jugenem na drugą lekcję. Sara (dziewczyna, z którą mam hiszpański) powiedziała, że pan Samuel nie sprawdzał już nawet dzisiaj obecności, dlatego nie muszę się martwić moją nieobecnością.
- Widzę, że się nudzisz Justine. Zanieś te trzy map do składzika pani Vinsar. Jest tam skrzyni z innymi.
   Wstałam niechętnie z miejsca, złapałam trzy związane tuby i wyszłam z sali. Ruszyłam w stronę drugiego pionu.
   Otworzyłam drzwi do małego pomieszczenia zawalonego takimi przedmiotami jak modele ludzkiego ciała i usłyszałam za sobą pospieszne kroki. Po chwili poczułam dłonie na swoich ramionach, a ich właściciel wepchnął mnie do zapchanego pokoju.
   Odwróciłam się i ujrzałam przed sobą Sydney Moore i jej dwie najbliższe przyjaciółki (tak samo plastikowe jak ona). Blondynka patrzyła na mnie z góry żując głośno gumę.
- Zanim wyjebię ci te śliczne ząbki może mi powiesz, czemu wpychasz się z butami w nieswoje życie.
   Zmrużyłam oczy i prychnęłam rozbawiona.
- A więc rozmawiałaś z Ashley'em o swoich dziwkarskich postępkach.
- Tak i udało mi się pięknie wyłgać! Jeśli chcesz pozostać w zespole mojego chłopaka, musisz liczyć się z tym, że jeśli będziesz oczerniać jego dziewczynę nie zagrzejesz miejsca w bandzie.
- Szantażyk? Nie ze mną te numery landrynko. Jeśli wyda się, jak wielką kurwą jesteś raczej wiele nie będziesz miała do powiedzenia w kwestii mojego miejsca w zespole.
   Sydney pochyliła się nade mną i wyszczerzyła zęby w pogardliwym uśmieszku.
- Piśnij słówko, a zamienię twoje życie w piekło.
   Drugi raz w tym tygodniu coś we mnie pękło.
   Odepchnęłam od siebie dziewczynę i zamachnęłam się ręką pamiętając, by trzymać kciuk na zewnątrz.
   Usłyszałam jak coś chrupnęło w twarzy blondynki. Ta złapała się za nos, a pomiędzy jej palcami popłynęła krew.
   Odepchnęłam ją od siebie i wybiegłam między rozhisteryzowanymi klonami na korytarz.
x o x o x
   Siedziałam na niewygodnym krześle w gabinecie dyrektora i patrzyłam na swoje dłonie. Dwie godziny po zajściu w składziku, Pani Elizabeth Moore zatelefonowała do szkoły. Chwilę temu odebrała swoją córkę z pogotowia. Dziewczyna miała złamany nos i zarzekała się, że zrobiła jej to uczennica dziewiątej klasy Justine Zawacka. Wystarczyło 15 minut bym znalazła się na dywaniku u dyrektora czekając na tatę.
   Do gabinetu weszła wysoka blondynka w szarym kostiumie i z aktówką w ręce. Mama Sydney. Kobieta zmierzyła mnie wzrokiem i odezwała się do dyrektora.
- Moja córka jest zwolniona z uczestniczenia w zajęcia przez ostatnie dni.
   Pan Stewens - dyrektor naszej wspaniałej szkoły - zmarszczył swoje krzaczaste brwi.
- To jest zrozumiałe. Proszę tylko, by pani dostarczyła zwolnienie od lekarza. Co do ciebie Justine, to nie wiem co mam zrobić. Nigdy nie sprawiałaś większych problemów wychowawczych. Zostały tylko cztery dni szkoły, więc wymyślanie dla ciebie jakiejś kary, jest bezsensowne. Powiedz, proszę. Dlaczego uderzyłaś koleżankę? Co się stało?
- No więc... - spojrzałam niechętnie na panią Moore - Pan Stawick wysłał mnie bym zaniosła mapy do składziku, więc poszłam. Gdy otworzyłam drzwi, ktoś mnie wepchnął do środka i zamknął za sobą drzwi. Okazało się, że to Sydney, razem ze swoimi dwoma przyjaciółkami, Samantha i Margareth Caldwell. Sydney... Ona mi groziła. Ja...
- Co za bezczelna dziewczyna. Nie dość, że pobiła moją córeczkę, to jeszcze ją oczernia!
- No dobrze... - oblizałam nerwowo wargi i popatrzyłam na swoje ręce - Nie mogę udowodnić tego, że Sydney mi groziła, ale mogę udowodnić, że wepchnęła mnie do składziku i osaczyła razem z tymi swoimi przyjaciółeczkami. Na korytarzu są przecież kamery...
- Przepraszam za spóźnienie, ale nie mogłem wyrwać się z pracy. Co się stało?
   Gdy tata wszedł do pokoju zamilkłam. Było mi potwornie wstyd. Nie chciałam sprawiać mu problemów. I co? Został wezwany do dyrektora, bo jego córka złamała nos jakiejś dziewczynie!
- Pana Justine pobiła moją mało Sydney! Jak pan wychowuje swoje dzieci! Jak można być tak nieodpowiedzialnym rodzicem? JAK? To jest po prostu niemożliwe...
   Tata zmarszczył czoło, a jego twarz przybrała wyraz zimnej nienawiści. Temperament odziedziczyłam po nim.
- Kochanie, co się stało? - przerwał bezsensowny wywód matki Sydney.
   Zwiesiłam głowę i zaczęłam wyłamywać palce.
- Sydney groziła, że zniszczy moje życie w tej szkole, jeśli rozpowiem, że... to jest teraz nie ważne...
-... jest ważne. Rozpowiesz co?
   Zagryzłam wargi i pokręciłam głową.
- Nie mogę powiedzieć. Ważne jest to, że osaczyła mnie ze swoimi przyjaciółkami w składziku. Widać to na sto procent na filmie z kamer. Uderzyłam ją, to prawda. Ale mnie sprowokowała! Ja...
- Nie jest ważne to czy cię sprowokowała. Nie miałaś prawa jej tknąć, zwłaszcza, że ona nie zrobiła ci żadnej krzywdy. - pan Stewens zacisnął zęby i skrzyżował ręce na piersi - Jestem w kropce. Kompletnie nie wiem, co z tobą zrobić.
   Ojciec stanął  nad krzesłem, na którym siedziałam i położył mi dłonie na ramionach.
- Justine na pewno zachowa się dojrzale i przeprosi córkę pani Moore. Jeśli chodzi o karę, to ja coś wymyślę - nacisk jego dłoni zwiększył się nieznacznie - Co do rekompensaty, proszę to jest wizytówka do mojego ubezpieczyciela - podał jej mały ciemnoniebieski kartonik - Wątpię byśmy powinni robić coś więcej. Jestem pewien, że Justine więcej nie sprawi problemu, prawda?
   Pokiwałam twierdząco głową. Wolałam się nie odzywać. Mogłam powiedzieć niechcący coś niemiłego, a tego przecież nie chcieliśmy.
- Dobrze, chyba ma pan rację. Może pan już zabrać Justine do domu. Co do pani córki, pani Moore. Tak jak już mówiłam, niech pani przyniesie zwolnienie od lekarza.
- Dobrze... Do widzenia.
- Do widzenia.
   Tata złapał moją torbę i wyszedł z gabinetu. Zrezygnowana ruszyłam za nim.
x o x
   Przez całą drogę w aucie, tata nie odzywał się do mnie. Gdy wychodziliśmy z gabinetu dyrektora powiedziała, cytując "pogadamy w domu". Martwiłam się. Nie chciałam, by stracił do mnie zaufanie. 
   Tata bez słowa zaparkował przed domem, wyszedł, włączył alarm i wszedł do domu nie zamykając za sobą drzwi. Poszłam za nim. Zastałam go w kuchni z piwem w ręce. Usiadł przy stole i wskazał miejsce naprzeciwko siebie.
- Nie wiem od czego zacząć. Dobra... Jeśli Sydney jest taka jak jej matka, to nie dziwię się, że dostała od ciebie w pysk, - uśmiechnęłam się lekko na tą uwagę - ale powiedz mi jedną rzecz. Czego masz, nie rozpowiadać?
- To jest rzecz, którą usłyszałam przez przypadek i w sumie w ogólnie mnie nie dotyczy. Sydney zrobiła coś... niefajnego za plecami swojego chłopaka. No i tak się składa, że ten jej chłopak ma zespół. No i ja byłam wczoraj na takim... przesłuchaniu, bo chciałam dostać się na wolne miejsce gitarzysty prowadzącego w jego zespole. Tak na marginesie to DOSTAŁAM SIĘ! No i powiedziałam jej chłopakowi to niefajne coś. I ona mi teraz grozi. 
- Gratuluję miejsca w zespole! Wracając do tematu... rozumiem. Chyba. Nie ukarzę cię. Nie zrobiłaś wcześniej nic takiego. Myślę, że nienawiść tej dziewczyny będzie... dostateczną nauczką. Myślisz, że ona mogłaby coś zrobić, np... mścić się?
   Westchnęłam ciężko.
- Jestem pewna, że mam przesrane.
Tata zmarszczył czoło.
- Na szczęście zaraz wakacje. No... to chyba na tyle. Jesteś wolna.
   Uśmiechnęłam się szeroko i wstałam, by przytulić go mocno.

sobota, 17 sierpnia 2013

RockStar III

Rozdział 3 gotowy. Miłego czytania.
~Justine Black
____________________________________________________________________________
   Leżę w łóżku i rozmyślam. Dlaczego mnie przyjęli? Zmieszałam z błotem lidera zespołu, a i tak zostałam przyjęta? To się w głowie nie mieści.
   Wyświetlacz telefonu informował mnie, że jest godzina 3;21. Zero wiadomości, zero nowych powiadomień. Nagle urządzenie zawibrowało. SMS. Od kogo?
   Złapałam moją nokię i otworzyłam wiadomość. To od Jugena.
Mam nadzieję że cię nie obudziłem. Czekam w ogrodzie. To ważne.
   Co się stało? Zbiegłam na palcach po schodach i dopadłam drzwi na taras. Tata z bratem wrócili godzinę temu. Nie chciałam ich obudzić.
   Za drzwiami na tarasie siedział blondyn i patrzył swoimi szmaragdowymi oczami w moją stronę. Wyszłam na zewnątrz czując zimne deski pod bosymi stopami.Zaraz miały się zacząć wakacje, ale noce nadal były chłodne. W przypadku L.A. to dziwne.
- Co się stało?
   Chłopak przeczesał roztargniony włosy i westchnął.
- Jak wracałem do domu ze szkoły spotkałem Jake'a. Szedł w stronę tej nowej kafejki, wiesz "Sweet Dream".
   Zmarszczyłam brwi.
-Przyszedłeś tutaj by mi o tym powiedzieć?
- Daj mi skończyć- oczy błyszczały mu się niezdrowo - Chciałem się go zapytać czy idziesz na to przesłuchanie. W końcu powinien wiedzieć o takich rzeczach. Zawołałem go, on się zatrzymał i poczekał aż do niego podbiegnę. Wyglądał na zestresowanego. Zapytałem się go co się stało, a on naskoczył na mnie, że to nie moja sprawa i mam się odjebać.
   Teraz rozumiałam. Jugen poczuł się zraniony. Odkąd przeprowadził się tutaj udało mu się znaleźć tylko jednego kumpla i był nim właśnie Jake. Jugen ufał mojemu chłopakowi w stu procentach. Razem byli w szkolnej drużynie koszykarskiej i co roku urządzali razem imprezę urodzinową (Jugen miał urodziny piątego, a Jake ósmego lipca). Byli nierozłączni.
- On nigdy się tak nie zachowywał w stosunku do mnie.
- Nie przejmuj się tym tak bardzo. Sam mówisz, że był zestresowany. Na pewno przejmuje się odejściem Michela. Został wybrany na kapitana i to on ma w przyszłym roku was prowadzić.
- Może masz racje - westchnął smutny - nie powinienem tak się tym przejmować. Ostatnio cały czas chodzi nabuzowany. Mam złe przeczucia.
   Nie chciałam martwić blondyna. Ale sama ostatnio jestem zaintrygowana zachowaniem Jake'a.  Wydaje mi się, że świadomie mnie od siebie odpycha. Nie widujemy się tak często jak kiedyś, on coraz rzadziej ma dla mnie czas. Muszę z nim porozmawiać.
- Niepotrzebnie tak się martwisz. Wszystko będzie dobrze, wiesz? W ogóle, to masz zamiar wracać jeszcze dzisiaj do domu? Bo jest coś około w pół do czwartej.
-Nie wiem - niebieskooki przełknął głośno ślinę i spojrzał na mnie zaszklonymi oczami - możesz mnie przenocować?
   Rozumiałam to, że może mieć zły humor z powodu zachowania Jake, ale nie rozumiałam czemu Jugen czuł się taki rozbity.
- Jugen? Wszytko ok?
  Chłopak usłyszał troskę w moim głosie i skrzywił się.
- Wszystko spoko. To możesz mnie przenocować?
- Jasne. Wiesz, że możesz na mnie zawsze liczyć.
X o X
  Rano siedziałam w kuchni i robiłam śniadanie dla wszystkich. Zastanawiało mnie dziwne zachowanie Jugena, ale rozumiałam to, że może mieć przede mną jakiś sekret. Nie wpychałam mu się z buciorami w życie. Nawet on nie znał mojej przeszłości. Wie tylko, że moja mama zostawiła nas. Nie chcę naciskać blondyna ponieważ on nigdy tego nie robił. Wie o tym, że może mi powiedzieć wszystko. Kiedy będzie potrzebował mojej pomocy, dostanie ją.
   Moje rozmyślenia przerwał dźwięk kroków na schodach. Kris spojrzał na mnie z góry i westchnął.
- Co z Jugenem?
Zmarszczyłam brwi.
-A co ma być? Wszystko jest ok. Przyszedł ze mną pogadać w nocy. Gnębi go zachowanie Jake'a. Musiał się wygadać. Nie masz chyba żadnego problemu z tym, że u nas nocował, prawda?
-No nie... - nastolatek nadął policzki i spojrzał na mnie zlękniony - Zawsze jak obok niego jest wyczuwam jakieś dziwne impulsy. Mówiłem ci. Mierzy mnie wzrokiem jakbym był jakąś laską. Czuję się przy nim jak jakaś cnotka, a doskonale wiesz, że ja nie mam problemów ze swoją pewnością siebie.
   Na moją twarz wypełzł szyderczy uśmieszek.
- Nie spodziewałam się tego po tobie kochanie. Masz zamiar zmienić drużyny? - mój poważny ton wywołał u brata grymas niezadowolenia. Zaśmiałam się na widok jego naburmuszonej miny.
- Nie śmiej się ze mnie. Nie kręcą mnie faceci i nie ma większego wielbiciela kobiecych kształtów ode mnie.Obawiam się jednak, że właśnie Jugen jest po przeciwnej stronie. Na poważnie się temu przyjrzyj. Może jego zainteresowanie Jakiem nie jest tak niewinne jak ci się wydaje My Darling.
   Słowa Krisa wydały mi się tak śmieszne, że nie mogłam sobie nie pozwolić na uśmiech. Gdyby Jugen naprawdę interesował się moim chłopakiem od razu bym to zauważyła.
   Podsunęłam bratu pod nos kubek z gorącym napojem i poszłam na górę z dwoma takimi samymi w dłoni. Otworzyłam drzwi do mojego pokoju, weszłam do środka i zobaczyłam spokojnie śpiącego blondyna na moim łóżku. Położyłam kubki na stoliku obok łóżka i potrząsnęłam lekko chłopakiem.
- Wstawaj, spóźnimy się do szkoły.
   Jugen otworzył oczy i spojrzał na mnie zasnutymi mgiełką oczami. Był uroczy. Długie rzęsy rzucały cienie na jego policzki. Delikatne rysy twarzy i usta koloru płatków róż dopełniały widok. W tamtym momencie byłam skłonna uwierzyć, że jest gejem.
- Już wstaję.
   Jugen złapał za kubek i upił z niego mały łyk
- Robisz dobrą kawę.
- Wiem- jego uwaga wywołała uśmiech na mojej twarzy.
   Otworzyłam drzwi szafy, wyciągnęłam dwa t-shirty. Jeden z nich był męską koszulką z supermenem w której czasem spałam, a drugi czarną koszulką z napisem Be Confident. Zostawiłam chłopakowi niebieski tshirt, zabrałam swoje ciuchy i ruszyłam do łazienki.
   Myjąc zęby zastanawiałam się nad wczorajszymi wydarzeniami. Nie docierało do mnie to, że dostałam się do DD. Mialam przeczucie, że pobudki Ashleya nie były do końca szczere. Jak mógł zgodzić się na obecność w zespole dziewczyny, która wmieszała się w jego sprawy osobiste i zjechała go. By zachować miejsce w bandzie będę musiała się bardzo pilnować.
   Zeszłam na dół, dopiłam zimną kawę, pocałowałam tatę w policzek i pogoniłam Krisa i Jugena. Całą drogę do metra gadaliśmy o naszych planach na wakacje. Niektóre zaczynaliśmy dopiero tworzyć. Blondyn zaproponował nam dwa tygodnie w jednym z  domków w ośrodku jego rodziców na jeziorem. Uznałam to za doskonały pomysł. Wiecie jak to z planami bywa. Z każdą chwilą wpadamy na pomysły, o które można je wzbogacić. 
   Docierając do szkoły mieliśmy już wszystko zaplanowane. Zamiast w trójkę mieliśmy pojechać w szóstkę razem z Jakiem, Sycillą i Amber (przyjaciółką Krisa), wynająć dwa małe domki trzy-osobowe jeden dla dziewczyn i jeden dla chłopaków.
- Shota!
   Przerwałam w połowie zdania swoją wypowiedź na temat zabrania tostera i obróciłam się w stronę biegnącego bruneta.
- Mam dla ciebie te tabulatury. Ashley chce żebyś je ogarnęła i czuję, ze jeśli tego nie zrobisz będzie nieprzyjemnie. - chłopak skrzywił się nieznacznie -  Tak czy inaczej do jutra.
   Rico zostawił mnie osłupiałą i odszedł szybkim krokiem w przeciwnym kierunku. Kris i Jugen patrzyli się na mnie nic nie rozumiejąc, a ja lampiłam się na plik kartek w mojej ręce i starałam się ogarnąć to, co się stało.
- Nie mówiłaś, że poszłaś tam wczoraj.
- Gdzie poszła? - Kris wpatrywał się we mnie nic nie rozumiejąc. Nie powiedziałam mu o tym, że w Deathly Dreams zwolniło się miejsce, bo kazałby mi tam iść. Brakowało mi tylko jego zainteresowania.
   Zmarszczyłam wkurzona brwi. Rico zostawił mnie w niezręcznej sytuacji.
- W tym zespole Ashleya zwolniło się miejsce, ale nie wiedziałem, ze Justine poszła wczoraj na przesłuchanie...
- To było bardziej jak popis umiejętności - oblizałam nerwowo wargi i przekartkowałam strony zapisane równym i wyraźnym pismem.
   Brunet otworzył szerzej oczy i uśmiechnął się.
- Widzę, że mamy co świętować. Zrywamy się z pierwszej lekcji?
   Uśmiechnęłam się lekko i pokiwałam głową.
- Czemu nie.