poniedziałek, 24 czerwca 2013

RockStar I

Pierwszy rozdział opowiadania. Życzę miłego czytania :)
Justine Black~~
____________________________________________________________________________________

(poniedziałek)

Bip. Bip. Bip. Bi...!
   Resztki budzika rzuconego o ścianę wydały ostatnie tchnienia. Życie jest do dupy.
   Cześć nazywam się Justyna Zawacka, ale znajomi mówią na mnie Shota. Mam 16 lat. Właśnie zaczął się ostatni tydzień mojej edukacji w 9 klasie. Od 2 lat mieszkam z rodziną w Los Angeles. Tata dostał tutaj pracę. Zaczęliśmy od nowa.
   Jest godzina 6:00, właśnie nastał nowy dzień.
   Wywlokłam swoje zwłoki z łóżka i ślimaczym tempem ruszyłam do kuchni. Wstawiłam wodę, zrobiłam kanapki i zalałam kawę w trzech kubkach. Dwa rozpuszczalnej i jeden czarnej. Robię to codziennie od roku. Zaczęliśmy wtedy Chodzić z Krystianem do normalnej szkoły i nasze godziny zajęć unormowały się.
   Wróciłam na piętro i otworzyłam pierwsze drzwi po prawej stronie.
- WSTAWAJ! za pół godziny wychodzimy.
   Z pomiędzy kołdry wydobyła się zaspana twarz mojego brata.
- Już idę, idęęę...- przerwał ziewając.
- Jakby co, to jestem u siebie.
- Ok
   Wyszłam nie zamykając za sobą drzwi i zapukałam do taty.
- Wejdź.
   Otworzyłam drzwi i zobaczyłam mojego tatę zakładającego szlafrok i kapcie.
- Cześć tato. Kawa i kanapki są w kuchni.
- Dzięki kochanie.
   Gdy się uśmiechnął ujrzałam małe zmarszczki w kącikach jego oczu. To dziwne, nie wygląda na swoje 45 lat. Mam nadzieję, że w jego wieku też będę się tak dobrze prezentować.
   Ruszyłam do pokoju i wyciągnęłam z szafy ciuchy. Czarny t-shirt, dżinsowe shorty, bluzę BVB, skarpetki i bieliznę. Poszłam do łazienki by się ogarnąć i ubrać.
  Po 10 minutach zeszłam na dół, porwałam ostatnią kanapkę i dopiłam kawę. Pycha. Dużo cukru i śmietanki. Zegarek wskazywał 7:03.
   Razem z Krisem ruszyłam na ganek. Tam wrzuciłam do plecaka trampki i włożyłam na stopy rolki. Brat złapał deskorolkę. Uzbrojeni w kilka zeszytów i rogaliki ruszyliśmy do szkoły.
   Droga do budy to pół godziny śmiechu, rozmów i manewrowania między oburzonymi przechodniami. Mój brat jest moją bratnią duszą. Przed przyjazdem do Ameryki bardzo się zżyliśmy. Trudne chwile łączą ludzi.
   Już z daleka zobaczyłam moją paczkę siedzącą na ławce obok parkingu.
   Pożegnałam się z bratem i ruszyłam w stronę znajomych.
   Sycilla- czarnowłosa Włoszka siedziała obok mojego chłopaka Jake'a. Na przeciwko nich stał mój najlepszy przyjaciel Jugen i mówił żywo gestykulując.
   Jugen jest wysokim, blond Niemcem. Jego i Sycille poznałam w szkole dla obcokrajowców gdzie chodziłam na początku z bratem, by podszlifować angielski. Byli pierwszymi ludźmi z którymi zamieniłam kilka kulawych zdań.
- Cześć wszystkim!
   Usiadłam na kolanach Jake'a, który objął mnie w pasie i zaczęłam ściągać rolki.
   Sycill spojrzała na mnie szeroko się uśmiechając.
- Mam gorącą plotę.
- Co jakiś śliczny skejcik z boską furą skończył swój związek i jest do wzięcia?
   Dziewczyna otrzymuje wszystkie newsy o chłopakach w szkole, ale nigdy do żadnego nie zagada.
- Nie o to mi chodzi- wkurzyła się nastolatka- Deathly Dreams stracili gitarę prowadzącą.
   Zdziwiona otworzyłam usta. Deathly Dreams był pierwszym zespołem w naszej szkole, który się wybił. Mieli już nawet podpisany kontrakt.
   Nie mogłam w to uwierzyć. Axel wypadł z zespołu? Jest bratem bliźniakiem lidera- Ashleya.
-Ashley wywalił brata?
   Jugen spojrzał na mnie podekscytowany.
- To nie jest teraz ważne. Ważne jest to, że szukają nowej gitary prowadzącej. Doskonale się nadajesz!
   Spojrzałam na niego zasmucona.
- Chyba nie sądzisz, że mnie przyjmą. Jedyna dziewczyna w zespole? Do tego gitara prowadząca? Chyba was pogięło...
    Zadzwonił dzwonek i wszyscy naokoło podnieśli tyłki z ławek, murków i trawnika.
    Pożegnałam się z Jake'iem i Sycillą i udałam się z blondynem na matmę.
    Lekcje minęły lajtowo. Przez większość czasu robiłam krzyżówki, czytałam suchary z telefonu, gadałam z Jugenem i robiłam bańki mydlane. Tak wyglądały dni w ostatnim tygodniu szkoły.
    Właśnie minęła ostatnia lekcja- w-f.. Zawsze siedzę długo pod prysznicem. Wychodzę wtedy ostatnia i Kris musi na mnie czekać przed szkołą, ale jest do tego przyzwyczajony. Potrzebuję chwili spokoju po kontakcie z rozwrzeszczaną bandą panienek, które uciekają przed piłką.
   Zakręciłam kurek i zaczęłam się wycierać, kiedy nagle usłyszałam trzaśnięcie drzwi, płacz i uderzenie o szafkę.
- PRZEZ CIEBIE, GŁUPIA SUKO ASHLEY WYJEBAŁ MNIE Z ZESPOŁU! Kurwa! To ty się do mnie kleiłaś jak byłem najebany na imprezie, a jak powiedziałem o tym bratu to się zaczęłaś wszystkiego wypierać?  Masz tupet dziwko. JAK MOGŁAŚ MU POWIEDZIEĆ, ŻE TO JA ZMUSIŁEM CIĘ DO SEKSU?! JAK KURWA?! Pierdolę. JEBAĆ ZESPÓŁ! Przez ciebie mój własny brat się do mnie nie odzywa!
- Ja nie chciałam...
- CHUJ MNIE TO INTERESUJE! Masz to odszczekać. Lepiej przyznaj się szybko. Inaczej zamienię twoje życie w piekło.
   Trzask zamykanych drzwi, urywany płacz i mój oddech w postaci pary na mlecznej szybce prysznica. Nie rozumiem co się tutaj wydarzyło i nie wiem czy chcę zrozumieć.
   Owinęłam się ręcznikiem i wyszłam na zewnątrz. Zimne powietrze otuliło mnie, a na moim odkrytym ciele pojawiła się gęsia skórka.
   Dziewczyna leżała na podłodze między szafkami i ciężko oddychała trzymając się za szyję. Tak jak przypuszczałam, to Sydney Moore, dziewczyna wokalisty DD.
   Muszę coś powiedzieć. Chociaż sprawdzić czy nie potrzebuje pomocy.
- Hej... Czy wszystko okej?
   Blondynka spojrzała przestraszona w moją stronę.
- Nie, kurwa. Nic nie jest OKEJ! Skurwiłam się z bratem mojego chłopaka! Ale co cię to kurwa obchodzi?!
   Dziewczyna podniosła się z podłogi i otarła łzy rozmazując przy tym doskonały makijaż.
- Po prostu nie chciałam żeby wyszło, że podsłuchiwałam. Byłam po prostu pod prysznicem i...
- Dzięki, nie musisz się tłumaczyć- przerwała by wytrzeć twarz mokrą chusteczką- po prostu nikomu o tym nie mów, a nikt nie będzie cię niepokoił. Rozumiemy się?
   Prychnęłam oburzona.
- Jak się ludzie dowiedzą, że się skurwiłaś z bratem swojego chłopaka to raczej mi zbyt wiele nie zrobisz.
   Sydney zaniemówiła. Popatrzyła na swoje dłonie i w milczeniu usiadła na ławeczce.
   Uderzyły mnie wyrzuty sumienia. Nie powinnam była tego mówić.
- Przepraszam. Nie chciałam tego mówić. Nie martw się nikomu nic nie powiem...
- Nie -przerwała siąkając nosem- Masz rację. Po prostu ta sytuacja mnie przytłoczyła.
   Spojrzałam na nią zmieszana. Nie byłam ani trochę przygotowana na zwierzenia. Bądź co bądź, stałam na środku szatni w samym ręczniku, a mój brat czekał na mnie przed szkołą.
- Mam nadzieję, że jesteś już dostatecznie ustabilizowana psychicznie i nie zrobisz sobie nic złego. Zmywam się.
- Spoko, spoko... Nie zatrzymuję cię tutaj.
   Ruszyłam do swojej szafki i ubrałam się spokojnie. Było mi jej żal, ale sama doprowadziła do takiej sytuacji.
   Zabrałam swoje rzeczy i ruszyłam do drzwi. Rzuciłam jej przelotne spojrzenie.
- Tak w ogóle, to mam na imię Justine.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz